Abba – Tatusiu

Katastrofy, kataklizmy, rozrost pogaństwa i niemoralności; ciągłe mówienie sobie, że jest coraz gorzej. Ludzie porzucają Kościół, jest coraz więcej rozwodów. Rządy tracą zdrowy rozsądek, parlamenty ustanawiają prawa, które już nawet nie śmieszą, lecz wołają o pomstę do nieba. Media pokazują rzeczywistość po swojemu w taki sposób, że jest ona zupełnie zwichrowana. Ten cały ogrom złych informacji naprawdę odbiera chęć do życia, a już na pewno trzeba się bardzo natrudzić, by znaleźć jakieś powody do radości.


W tym całym chaosie zobaczyłem, że do mojego serca wkradł się smutek. To mnie zaczęło niepokoić. Mówiłem sobie: Piotrek, coś jest z tobą nie tak, dawniej promieniowałeś radością, dziś z przyzwyczajenia tę radość z trudem starasz się grać, ale nie płynie ona z serca. Stałem się hipokrytą – pokazuję na zewnątrz coś, czego nie potrafię już znaleźć wewnątrz siebie. W mojej modlitwie zacząłem wołać do Pana, by pokazał mi, co jest nie tak i przywrócił mi radość. 


W środy mamy we Wspólnocie spotkania młodzieżowe i ja tam też przychodzę, by towarzyszyć młodym w szukaniu Boga. W grudniu na jednym ze spotkań dzieliliśmy się słowem czytanym z Pisma Świętego. Zwykłe dzielenie się – każdy mówi, co czuje w kontakcie z danym tekstem biblijnym. Tego dnia czytaliśmy list do Rzymian: „Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać Abba, Ojcze”. Wypowiedzi były bardzo żywe i poruszające.


Nagle, słuchając wypowiedzi młodych ludzi, zacząłem sobie uświadamiać, że Duch Święty przeprowadza operację na moim wnętrzu. Po paru dniach przyszedł dowód, że operacja była skuteczna – znajoma osoba powiedziała mi, że jestem jakiś inny. Rzeczywiście, czułem to – radość wróciła.


To, co się stało, to było uświadomienie sobie, że jestem dzieckiem Bożym. To niby takie oczywiste. Ale jest różnica między tym, że usłyszałem lub znam tę informację i mam ją w głowie, a tym, że przyjąłem ją sercem. To jest ta najdłuższa droga, którą człowiek musi przebyć: z jakiegoś zakamarka pamięci w głowie – do serca. Informacja ma wtedy wartość, gdy staje się treścią życia.


Duch Święty znów wprowadził swój porządek i pokazał mi, że jeśli dam się okraść z tej cudownej prawdy, że jestem Bożym dzieckiem, to zawsze będę tracił radość, a życie zacznie tracić sens. Pan nas nie powołał do tego, byśmy wieszczyli koniec świata, ale żebyśmy przynosili nadzieję. Rzeczywiście, jeśli tylko w tym świecie szukać nadziei, to jest to poszukiwanie czegoś, co nie istnieje. Ale my nadzieję czerpiemy ze Źródła. I tę nadzieję przynosimy światu, który jej nie ma. Otrzymaliśmy Dobrą Nowinę, pełną radości. Dzielimy się Dobrą Nowiną, nie złą. Nie jesteśmy powołani do lęku i lęk powinniśmy odrzucać.
Zbawiciel na nowo uświadomił mi, gdzie leży moja tożsamość jako chrześcijanina. Nie chcę już jej tracić, dlatego każdego dnia wołam: „Abba – Tatusiu”, napełniam się tym, co On o mnie myśli i to rodzi we mnie radość. Odrzucam to, co mówi mi świat, który daje tylko to, co sam posiada, a nie posiada ani nadziei, ani radości, ani pokoju.

Adres
ul. Ojców Oblatów 1, 54-239 Wrocław

Księgarnia
Pn-Pt: 13:00 - 18.00
Nd: 9:30 - 13:00